Kategorie bloga
#winemom niepokoi za granicą. O co w tym właściwie chodzi?

#winemom niepokoi za granicą. O co w tym właściwie chodzi?


Zmęczyło nas udawanie idealnych matek i perfekcyjnych pań domu – kobiet, które z uśmiechem na ustach dają sobie radę z każdym wyzwaniem w swoim życiu. Na pełne lukru zdjęcia z Instagrama wciąż miło popatrzeć, ale coraz mocniej przyciągają nas grupy, które przedstawiają realną rzeczywistość – słabości, dzieci pomazane pisakami, nieogarnięte mieszkania i szlafroki przewiązane rajstopami, bo akurat pasek gdzieś przepadł.

W ten trend jednoczenia się w bólu dorosłości wpisuje się popularne za granicą określenie „winemom”, który bawi, ale także coraz częściej niepokoi.

#winemom – o co chodzi?

#Winemom to oczywiście nic innego, jak hashtag łączący słowa „wine” (wino) i mom (mama) Przy jego pomocy znajdziemy treści nawiązujące do matek, które po prostu lubią czy wręcz kochają… wino.

Nie chodzi tutaj jednak o same doznania smakowe, co ideologię. Pod hasłem „winemom” znajdziemy na przykład zdjęcia gigantycznych kieliszków czy „wynalazków” w postaci uchwytu na lampkę wina (zastępującego uchwyt papier toaletowy). Śmieszne grafiki, na których z toreb styranej zakupami matki wystaje bagietka, por i butelka wina. Winemom to setki żartów: „Wino piję tylko na specjalne okazje – na przykład kiedy robię pranie”, „Nieważne, czy kieliszek jest w połowie pusty czy pełny – ważne, że znajdzie się w nim miejsce na jeszcze trochę wina”.

Hashtagiem „winemom” mamy oznaczają także żartobliwe stwierdzenia, np. „Moje drogie dzieci – kocham was, bo po prostu muszę” czy realne fotografie zniszczeń dokonanych przez najmłodszych („Są takie dni, gdy otwierasz butelkę już o 14.00! #winemom”)

Przesłanie jest dosyć proste: macierzyństwo to nie miód. Mamy bywają styrane, zrezygnowane i marzą o chwili odpoczynku. Chcesz odreagować? Świetnie, nie musisz być idealna! Wlej sobie lampkę wina i dołącz do nas – rozumiemy cię, wiemy, jak ci ciężko!

O tym, do jak wielu kobiet to trafia, świadczy choćby wielka popularność profilu o nazwie „moms who need wine”, który obecnie śledzony jest przez, uwaga – 723 tysiące (!) kobiet i ciągle zdobywa kolejne wielbicielki.

Nie tylko Facebook i Instagram

Nie tylko media społecznościowe aprobują odreagowywanie rzeczywistości poprzez picie wina czy ogólnie rzecz biorąc – spożywanie alkoholu. Spójrzmy na seriale. „Żona idealna” to opowieść o matce i żonie, której życie wywróciło się do góry nogami, przez co postanowiła wrócić do zawodu prawniczki. Serial wciąga, ale niektórzy zwracają uwagę na fakt, że główna bohaterka niemal natychmiast po wejściu do domu sięga po wino i napełnia kieliszek.

O tym, że mamy mają dość i pragną odskoczni, mówi też komedia „Złe mamuśki” oraz „Złe mamuśki 2. Jak przetrwać święta”. Trzy bohaterki mają dość bycia perfekcyjnymi za wszelką cenę, więc po prostu się buntują – oczywiście imprezując i zalewając się „w trupa”.

Wszystko to prowadzi do jednego wniosku: sposobem na odreagowanie rodzicielskich stresów jest sięgnięcie po butelkę. O ile jednak w filmie to bawi, to czy w prawdziwym życiu w ten sposób nie napędzamy sobie kłopotów?

Z chwili relaksu w uzależnienie – kiedy bycie „winemom” oznacza kłopoty?

6 rano. Trudne budzenie dzieci i ich marudzenie. Ubrania naprędce wyjęte, deska, prasowanie, śniadanie, kilka minut na makijaż. „Proszę cię, nie teraz, załóż te buty”, „spieszymy się kochanie” oraz „jak to potrzebujesz na dzisiaj krepę?!”. Dzieci w foteliki, migiem do sklepu, szkoły, i przedszkola, jeszcze szybciej – do pracy. Potem szybki obiad, ogarnięcie domu, w którym codziennie wygląda jak po przejściu tornada („kiedy znajdę czas na porządne sprzątanie?!”), wieczorna kąpiel i znane rytuały – „mamo, połóż się ze mną”, „nie jestem śpiąca”, „poczytaj”, „chcę pić”, „gdzie miś?”, „siku” oraz oczywiście: „maaaamooooo, on mnie bije!”. W końcu cisza, zamykasz drzwi od dziecięcego pokoju i… tak, jeśli wpisujesz się w trend „winemom” to z uczuciem bezkresnej ulgi i wiedzą, że oto masz TYLKO DLA SIEBIE całe dwie godziny, idziesz do lodówki po wino, piwo albo drinka. Znasz to?

O ile końcówka opisanego wyżej dnia zdarza się okazjonalnie („kochanie, a może dzisiaj wypijemy sobie po lampce wina?”), to właściwie nie ma problemu. Dla wielu kobiet, które śmieją się z memów otagowanych #winemom”, a nawet aktywnie komentują posty, codzienne picie jest czymś niedopuszczalnym. Ale nie brakuje takich mam, które traktują trend bardzo dosłownie, codziennie sięgając po alkohol.

Brytyjskie badania wskazują, że rodzice mają coraz częstszy problem z alkoholem. Organizacja charytatywna 4Children opublikowała wyniki ankiet, według których prawie 20% rodziców przyznało, że dzięki regularnemu piciu alkoholu lepiej radzi sobie w roli rodziców. Dodatkowo 17% stwierdziło, że po urodzeniu pierwszego dziecka pije więcej.

Jednocześnie należy zauważyć, że kobiety o wiele szybciej uzależniają się od alkoholu. Zwiększają jego codzienne dawki – najpierw to dwie lampki wina późnym wieczorem, ale rok później już niemal butelka każdego dnia i to od godziny 17. Oznacza to między innymi, że gdy dziecko dozna wypadku (uderzy się głową w stary kaloryfer, stół, niebezpiecznie upadnie itd.) niemal nie ma szans, że mama będzie mogła je szybko odwieźć do szpitala, bo każdego popołudnia jest nietrzeźwa. W takim ujęciu #winemom przestaje bawić, a zaczyna przerażać.

Nie musisz być idealna, ale nie oznacza to, że możesz pić litry wina

Jesteś zmęczona, a czasem wręcz wykończona rolą idealnej mamy? Zbuntuj się! Poczytaj książkę, zamiast układać te ubrania w szafie. Obejrzyj film, zamiast myć podłogi o 22. Czasami napij się wina. Ale nie wpadaj w pułapkę usprawiedliwień, że codzienne spożywanie alkoholu jest ok, bo nie jest – niezależnie od tego, jak wiele kobiet na świecie oznaczy swoje posty #winemom.


Komentarze